


Jesto jedno słowo — NATUROPATA — a coraz częściej dwa zupełnie różne wyobrażenia tego samego zawodu. W jednym naturopata jest rzemieślnikiem, specjalistą, który wspiera człowieka w dbaniu o zdrowie, dobrostan i szeroko rozumianą równowagę. W drugim coraz mocniej zbliża się do świata medycyny. Przejmuje jego język, niektóre sposoby działania, czasami nawet ambicje. I tu pojawia się pytanie. Która z tych dróg jest właściwa? A może najpierw powinniśmy odpowiedzieć sobi e na inne, moim zdaniem ważniejsze pytanie: kim właściwie chcemy być jako naturopaci?
Naturopata jest dzisiaj w Polsce trochę pomiędzy dwoma, i to mocno różnymi, światami. Z jednej strony jest to zawód rzemieślniczy. W 2025 roku minęło dziesięć lat od chwili, gdy Związek Rzemiosła Polskiego ustanowił dla naturopaty standardy egzaminacyjne na egzamin czeladniczy oraz mistrzowski. Dziesięć lat może nie jest jeszcze jakąś wielką historią, ale z całą pewnością jest to już czas wystarczający, abyśmy mogli mówić o określonej tradycji naszego zawodu w polskim rzemiośle.
Zastanawia mnie przy tym jeszcze jedna rzecz. Egzaminy czeladnicze i mistrzowskie w zawodzie naturopata odbywają się także w Katowicach. Zresztą to właśnie w Izbie Rzemieślniczej w Katowicach w 2015 roku wyzwoleni zostali pierwsi mistrzowie w tym zawodzie, a do dziś kilka razy w roku organizowane są tutaj kolejne egzaminy. Mimo to niewielu naturopatów decyduje się później rzeczywiście wejść w struktury rzemiosła i zrzeszać się w cechach. Sam jestem obecnie jedynym naturopatą i bioenergoterapeutą zrzeszonym w naszym katowickim cechu. A przecież jeżeli chcemy budować ten zawód jako rzemiosło, same egzaminy nie wystarczą. Potrzebne jest również środowisko, które chce się spotykać, współpracować i wspólnie budować jego tożsamość.
Z drugiej strony od pewnego czasu obserwuję coraz mocniejsze przekonanie, że naturopata powinien wejść do świata medycyny. Powinien otrzymać większe kompetencje, nowe uprawnienia, być może w przyszłości zostać jednym z zawodów medycznych. I właśnie tutaj pojawia się pewien zgrzyt. Bo kiedy dokładniej przyjrzymy się tym dwóm kierunkom, szybko zauważymy, że nie rozmawiamy wyłącznie o dwóch sposobach wykonywania tego samego zawodu. Zaczynamy rozmawiać o dwóch zupełnie różnych jego wizjach.
Od wielu lat obserwuję rozwój naturopatii w Polsce i coraz częściej właśnie takie mam wrażenie. Używamy tego samego słowa — NATUROPATA — ale niekoniecznie mówimy już o tej samej profesji.
W pierwszym podejściu naturopata wspiera. W drugim coraz częściej pojawia się pacjent, diagnoza, leczenie, zalecanie różnych preparatów, suplementów czy ziół. I tu warto się na chwilę zatrzymać. Naturopata nie jest przecież automatycznie zielarzem-fitoterapeutą. To dwa różne zawody. W polskiej klasyfikacji naturopata posiada kod 323009, natomiast zielarz-fitoterapeuta 323012. Oczywiście te profesje mogą się ze sobą spotykać, jedna osoba może posiadać kwalifikacje w obu zawodach, ale nie oznacza to, że są one tym samym. To bardzo prosta różnica, a mimo wszystko czasami o niej zapominamy.
Ta pierwsza droga jest mi zdecydowanie bliższa. Nie będę tego ukrywał. Sam jestem mistrzem rzemiosła w zawodzie naturopata i właśnie przez pryzmat rzemiosła spoglądam na tę profesję. Dla mnie naturopata to przede wszystkim specjalista świadczący usługę na rzecz drugiego człowieka. Osoba posiadająca odpowiednią wiedzę, umiejętności, doświadczenie, ale również — i chyba jest to jeszcze ważniejsze — świadomość swoich kompetencji. Świadomość tego, co mogę zrobić, ale także tego, czego robić już nie powinienem.
Bardzo bliska jest mi zasada, która od wielu lat funkcjonuje w polskim środowisku naturopatów: „Naturopata wspiera zdrowie, nigdy nie zastępuje lekarza, leków, medycyny, Boga ani świadomej decyzji klienta”. W tych kilku słowach właściwie zawarta jest cała filozofia i etyka naszego zawodu. Naturopata wspiera. Nie zastępuje. Pomaga drugiemu człowiekowi, towarzyszy mu, może inspirować do zmian, może wskazywać różne możliwości, ale nie przejmuje odpowiedzialności za życie swojego klienta.
Pamiętać musimy również o jeszcze jednej ważnej rzeczy. Naturopata odpowiada za swoją pracę. Bierze odpowiedzialność za słowa, metody i narzędzia którymi się posługuje, za ich właściwy dobór, za bezpieczeństwo swojej usługi oraz za to, czy działa w granicach własnych kompetencji. To jest nasza odpowiedzialność zawodowa.
Nie możemy jednak przejąć odpowiedzialności za to, co później zrobi sam klient. Możemy przekazać wiedzę, wskazać możliwości, wspierać i pomagać w podejmowaniu świadomych decyzji, ale ostatecznie decyzja zawsze należy do naszego klienta. Naturopata nie powinien tej decyzji odbierać, podobnie jak nie powinien brać na siebie odpowiedzialności za całe życie drugiego człowieka.
Każdy z nas odpowiada przecież za swoje wybory i za drogę, którą podejmuje. Naturopata odpowiada za jakość i granice swojej pracy. Klient — za decyzje, które podejmuje, korzystając z otrzymanego przez nas wsparcia.
Takie podejście było mi bliskie już wiele lat temu. Dzieliłem się tym z innymi w moim wykładzie „O uzdrawianiu”, gdzie medycynę komplementarną przedstawiałem jako coś istniejącego obok medycyny akademickiej, a nie zamiast niej. Nie chodziło mi wtedy o zastąpienie jednego systemu drugim, ale o ich współistnienie. O możliwość wzajemnego uzupełniania się.
Po latach jestem do tego sposobu myślenia jeszcze bardziej przekonany. Dlaczego? Dlatego, że człowiek jest jeden. Nie istnieje przecież osobny człowiek dla lekarza i osobny dla naturopaty. Jest jedno ciało, jeden umysł, jedna historia życia. Są emocje, doświadczenia, relacje, problemy, radości. Możemy jednak patrzeć na tego samego człowieka z różnych miejsc i poprzez różne narzędzia.
Lekarz dzięki swojemu wykształceniu, wiedzy oraz narzędziom diagnostycznym jest w stanie dostrzec rzeczy, których naturopata dostrzec nie potrafi. I to jest oczywiste. Lekarz jest przecież do tego przygotowywany przez wiele lat nauki i praktyki.
Z drugiej jednak strony naturopata może zwrócić uwagę na sprawy, które niekoniecznie znajdują się w centrum zainteresowania medycyny. Może przyjrzeć się codziennym nawykom człowieka, sposobowi jego odpoczynku, odżywianiu, aktywności, stresowi, emocjom, relacjom z innymi ludźmi, poczuciu równowagi, a także sferze duchowej.
Czy oznacza to, że naturopata widzi więcej od lekarza? Oczywiście, że nie. Widzi inaczej.
I dokładnie tak samo lekarz może zauważyć coś, czego naturopata nie dostrzeże. To właśnie tutaj, moim zdaniem, znajduje się prawdziwa komplementarność. Nie w walce. Nie w udowadnianiu sobie, kto jest lepszy. Nie w próbie zastępowania jednego zawodu drugim. Komplementarność jest wtedy, gdy dwa różne spojrzenia pozwalają zobaczyć człowieka szerzej.
Musimy przy tym zachować uczciwość. Naturopatia korzysta również z metod, które nie zostały jeszcze wystarczająco poznane naukowo albo których skuteczność jest przedmiotem dyskusji nawet w środowisku naturopatów. Są obszary wywodzące się z wielowiekowych tradycji, są obserwacje praktyczne, są też metody, dla których dopiero poszukujemy jakiegoś sensownego wyjaśnienia. Nie widzę w tym niczego złego, pod warunkiem że potrafimy uczciwie powiedzieć, co wiemy, czego jeszcze nie wiemy i gdzie kończy się nasze doświadczenie, a zaczyna przypuszczenie.
W końcu nauka również posiada swoje granice. Nauka nie jest zbiorem prawd objawionych raz na zawsze, lecz metodą poznawania świata. To, czego dzisiaj nie potrafimy wyjaśnić, nie musi być automatycznie fałszywe. Z drugiej jednak strony sam fakt, że czegoś jeszcze nie wyjaśniono, nie może być dla nas dowodem, że dane przekonanie jest prawdziwe. Pamiętać musimy o obu stronach tej zasady.
Nie musimy więc konkurować. Naprawdę nie ma takiej potrzeby. Człowiek, który korzysta z pomocy lekarza, może również korzystać ze wsparcia naturopaty. Jedno drugiego nie wyklucza — oczywiście pod warunkiem zachowania zdrowego rozsądku, bezpieczeństwa i kompetencji każdej ze stron.
Aktualny opis zawodu naturopaty mówi bardzo jasno, że naturopata nie jest zawodem medycznym i nie wykonuje świadczeń zdrowotnych w rozumieniu ustawy o działalności leczniczej. Wśród naszych zadań znajduje się natomiast skierowanie klienta do lekarza czy innego specjalisty, jeżeli jego sytuacja wymaga diagnostyki medycznej.
I tutaj dochodzimy do bardzo ważnej rzeczy. Umiejętność powiedzenia klientowi: „tego nie wiem”, „tego nie potrafię ocenić”, „to już nie należy do moich kompetencji, proszę skonsultować się z lekarzem” nie jest oznaką naszej słabości. Jest oznaką naszego profesjonalizmyu.
Dobry naturopata powinien wiedzieć nie tylko, co może zrobić. Musi także wiedzieć, kiedy powinien się zatrzymać. A problem zaczyna się wtedy, gdy tę granicę zaczynamy przesuwać. Klient powoli staje się pacjentem. Konsultacja zamienia się w wizytę przypominającą wizytę lekarską. Zaczynamy rozpoznawać choroby, mówić o ich leczeniu, zalecać działania, które coraz mniej mają wspólnego ze wsparciem naturopatycznym, a coraz bardziej przypominają działalność medyczną.
I tutaj zapala mi się czerwona lampka. Myślę, że jednym z problemów naszego środowiska jest czasami nasze własne ego. Chcemy udowodnić, że jesteśmy ważni. Chcemy pokazać, że naturopatia jest poważną profesją. I zamiast budować wartość własnego zawodu, zaczynamy upodabniać go do innego.
Zakładamy biały fartuch. Klienta nazywamy pacjentem. Konsultację terapią. Wsparcie leczeniem. Brzmi poważniej. Bardziej medycznie. Bardziej profesjonalnie? No właśnie, czy naprawdę?
Przyznaję, że nigdy tego nie rozumiałem. Dlaczego naturopata miałby udawać lekarza? Dlaczego wartość naszego zawodu mamy budować poprzez zapożyczanie tożsamości innej profesji?
Czasami mówię swoim słuchaczom bardzo prosto: jeżeli ktoś chce leczyć tak, jak robi to lekarz, powinien iść na studia medyczne i zostać lekarzem. Nie ma w tym niczego złego. Wręcz przeciwnie. Bo zawód naturopata nie jest skróconą drogą do medycyny. Nie jest sposobem na pominięcie wielu lat studiów, praktyk oraz całego systemu przygotowania zawodowego lekarza. Naturopata posiada własną przestrzeń, własne zadania oraz własny sens istnienia. I moim zdaniem właśnie tę tożsamość powinniśmy wzmacniać, a nie rozmywać.
Oczywiście istnieje również drugi świat naturopatii. Są osoby oraz środowiska, które uważają, że naturopata powinien w przyszłości zostać zawodem medycznym. Powinien posiadać większe kompetencje i wejść do systemu ochrony zdrowia.
Możemy na ten temat rozmawiać. Każdy ma prawo do swojej wizji rozwoju naszego zawodu. Pamiętać jednak musimy, że taka zmiana nie byłaby jedynie rozszerzeniem obecnych możliwości naturopaty. Byłaby zmianą samej natury tego zawodu w Polsce.
Zawody medyczne podlegają określonym wymaganiom, posiadają zakres czynności, zasady odpowiedzialności zawodowej oraz konkretny sposób kształcenia. Obowiązująca ustawa o niektórych zawodach medycznych wymienia między innymi opiekuna medycznego, technika masażystę, optometrystę czy terapeutę zajęciowego. Naturopaty tam nie ma.
Jednocześnie naturopata funkcjonuje w systemie rzemiosła. Co ciekawe, przepisy dotyczące rzemiosła wyłączają z niego usługi lecznicze. Czy można więc jednocześnie bronić naturopaty jako zawodu rzemieślniczego i twierdzić, że jego podstawowym zadaniem jest leczenie?
Moim zdaniem właśnie tutaj znajduje się sedno całej dyskusji. Możemy rozwijać naturopatię. Możemy podnosić jakość kształcenia, zwiększać wymagania, tworzyć standardy etyczne, dokumentację, zasady dobrej praktyki. Możemy i powinniśmy dokładniej określać granice odpowiedzialności zawodowej. Nie widzę żadnego powodu, aby tego nie robić. Budujmy dobry, odpowiedzialny i profesjonalny zawód.
Pamiętajmy jednak, że profesjonalizacja nie musi oznaczać medykalizacji. Naturopata nie musi zostać lekarzem, aby jego praca miała wartość. Może być bardzo dobrze przygotowanym specjalistą, który pomaga drugiemu człowiekowi, wspiera go i potrafi spojrzeć na niego szerzej. Jednocześnie wie, kiedy powiedzieć: „to już nie jest w moich kompetencjach, tutaj potrzebna jest konsultacja oraz pomoc lekarza”.
Moim zdaniem właśnie taka postawa świadczy o prawdziwej dojrzałości zawodowej. Dlatego coraz częściej zastanawiam się, którą drogą powinna pójść polska naturopatia.
Czy powinniśmy dalej rozwijać mocny zawód rzemieślniczy, komplementarny względem medycyny, posiadający własną tożsamość, własne standardy i jasno określone kompetencje?
Czy może chcemy pójść zupełnie inną drogą i rozpocząć proces przekształcania naturopaty w zawód medyczny?
Być może obie te drogi są możliwe. Nie jestem jednak przekonany, czy możemy iść nimi jednocześnie. Wcześniej czy później będziemy bowiem musieli odpowiedzieć sobie na bardzo proste pytanie: kim właściwie chcemy być jako naturopaci?
Tekst opublikowany w Polskim Magazynie Reiki 1/2026 JESIEŃ
