Piotr Dacjusz Górski

mistrz rzemiosła w zawodach naturopata i bioenergoterapeuta
Mistrz i nauczyciel Metody reiki

Kategorie:

Człowiek niewidzialny


JÓZEF AUGUSTYN ŚWITKOWSKI
Katowice 1926 r.

Tekst przedstawia obszerny wywód o ciele eterycznym jako niewidzialnym składniku organizmu, który ma tłumaczyć zjawiska mediumiczne, mesmeryczne, somnambuliczne i fakirskie. J. A. Świtkowski zestawia relacje historyczne, badania uczonych oraz przykłady z praktyki, by uzasadnić, że dawne „wiedze tajemne” wchodzą do nauki ścisłej.

Opisuje też teleplazmę, lewitację, materializacje, aporty, promieniowanie ciała i uzewnętrznienie wrażliwości, przypisując im działanie ciała eterycznego. Całość kończy się tezą, że zjawiska te mogą zostać naukowo opracowane i powinny być traktowane jako realny przedmiot badań.

Niniejszy tekst pochodzi z 1926 roku i został opublikowany w „Książnicy Wiedzy Duchowej”, nr 27 i jest świadectwem sposobu, w jaki ponad sto lat temu opisywano i próbowano wyjaśniać zagadnienia związane z ciałem eterycznym, mediumizmem, mesmeryzmem i zjawiskami psychicznymi.

Tekst został poddany redakcji językowej której celem było uwspółcześnienie pisowni, interpunkcji oraz niektórych konstrukcji zdań, które dla dzisiejszego czytelnika mogłyby być trudne lub niejasne. Nie została zmieniona jednak jego zasadnicza treść, tok rozumowania ani poglądy przedstawione przez autora. Zachowane zostały również przywoływane nazwiska, przykłady, doświadczenia oraz sposób interpretowania opisywanych zjawisk.

Opracowanie i redakcja językowa: Piotr Dacjusz Górski

Zestawienie obok siebie takich tematów jak mediumizm, mesmeryzm, ciało eteryczne i fakiryzm jeszcze pod koniec XIX wieku uchodziłoby za coś mocno trącącego „wiedzą tajemną” i „teozofią”, a mającego bardzo mało wspólnego z nauką ścisłą. Dziś jednak czasy się zmieniły. Badania naukowe mediumizmu zdarły z niego zasłonę tajemniczości; mesmeryzm, do niedawna jeszcze ignorowany lub utożsamiany z hipnotyzmem, zyskał już na Zachodzie uznanie kół lekarskich jako pierwszorzędna metoda lecznicza. Nawet fakiryzm przechodzi już z dziedziny wschodnich opowieści do rzeczywistości. Kolej teraz na ciało eteryczne, znane od prawieków kapłanom różnych religii, mędrcom i filozofom wszystkich czasów — z wyjątkiem czasów najnowszych.

Z literatury indyjskiej przeniknęły do nas wiadomości o tak zwanym „samadhi”. Był to „święty sen joginów”, w którym ich duch wyzwalał się z pęt ciała, pozostawiając je pozornie martwe. Z dziejów Asyrii, Chaldei i Egiptu znamy „sen święty”, w który zapadali w świątyniach pobożni, wieszcząc w nim lub rozpoznając choroby. Znana w historii greckiej świątynia delficka posiadała kapłanki, które według świadectw współczesnych „wieszczyły przez żołądek”. Później napotykamy coś podobnego u omfalopsychików, którzy poprzez skupienie uwagi na pępku wprawiali się w ekstazę.

Później „sen święty” nazwano snem czarownic i palono je za to na stosach. Dopiero dr Justyn Kerner zaobserwował u swej słynnej „Jasnowidzącej z Prevorst”, że sen taki nie ma nic wspólnego z czarodziejstwem. Po nim Mesmer odkrył „sen święty” na nowo i nazwał go snem magnetycznym. Następnie Puisegur odkrył go jeszcze raz jako nowoczesny somnambulizm, a wreszcie prof. Jean-Martin Charcot nazwał go hipnozą.

Podobnie ma się rzecz z innymi zjawiskami, znanymi ludzkości od prawieków, a odkrywanymi wciąż na nowo, w różnych czasach i pod różnymi nazwami. Księgi indyjskie zawierają wzmianki o wznoszeniu się joginów w powietrze. Szymon Mag, współczesny Piotra Apostoła, uczynił to samo w oczach tłumów, a podobną zdolność miał posiadać także słynny Apoloniusz z Tjany.

Św. Diego, św. Piotr z Alkantary, św. Józef z Copertino, św. Tomasz di Cora, papież Pius VII, św. Katarzyna Sieneńska i wielu innych świętych chrześcijańskich miało wzlatywać w powietrze podczas ekstazy. Francoise, dziewczyna wiejska, unosiła się w powietrzu głową w dół, przy czym jej spódnica nie opadała. Panna Thevenet nie tylko wzlatywała sama, lecz także unosiła ze sobą brata i sługę. Jacollist opowiada o pokazie fakira, który na zakończenie wzniósł się w powietrze. Nowoczesne media spirytystyczne czy też animistyczne poruszają nie tylko stołki bez ich dotykania, lecz także podnoszą je w powietrze, a niekiedy nawet wznoszą się same. Nazwano to lewitacją, ponieważ lubimy zawsze chrzcić stare rzeczy nowymi nazwami.

Papirusy egipskie opowiadają o uleczeniu przez „położenie rąk” siostry żony króla Ramzesa XII. Uleczył ją Thotembi, sławny jako „pan swej woli i mistrz swych palców”. Dzieje Starego i Nowego Testamentu zawierają podobne wzmianki. Na przykład w piątej księdze Mojżesza czytamy: „I Jozuah był napełniony duchem, albowiem Mojżesz włożył nań swe ręce”. U Mateusza 7,3 czytamy: „Ściągnął swą rękę, dotknął go i rzekł: oto chcę, abyś zdrów był”, a dalej, u Marka 16,18: „Włóż ręce twe na chłopięta, a będą zdrowe”.

Leczenie za pomocą wkładania rąk jest zatem stare jak świat, ale mimo to, gdy Mesmer przed 150 laty odkrył na nowo ten sposób leczenia, wszystko kładziono na karb sugestii. Dopiero w latach najnowszych świat naukowy Anglii, Francji, Niemiec i Ameryki uznał, że mesmeryzm, czyli magnetyzm leczniczy, rzeczywiście istnieje i że uleczenia nie polegają na sugestii.

Chorzy leczeni przez Mesmera widywali mgłę świetlną, promieniującą z jego palców i głowy. To samo widywali chorzy u słynnego magnetyzera lipskiego Cramera i to samo widują dziś u magnetyzerów. De Rodnas poprzez magnetyzowanie oka podwyższał jego wrażliwość na te promienie, a dr Luys w szpitalu Charité stwierdził za pomocą oftalmoskopu, że na tylnej powierzchni oka występuje wówczas „ponadfizjologiczne” napięcie naczyń krwionośnych, dochodzące do potrójnej grubości. „Od” można widzieć tylko otwartymi oczami.

Gdy jednak Reichenbach odkrył na nowo te promieniowania i nazwał je „odem”, wyśmiano go i ponownie tłumaczono wszystko działaniem sugestii oraz halucynacją. Na licznych obrazach przedstawiających świętych chrześcijańskich i innych widzimy promienie wychodzące z ich rąk i nóg, z serca, oczu, ust lub ciemienia. Mogły to być halucynacje albo fantazje malarskie, ale aparaty fotograficzne trudniej już posądzać o złudzenia czy fantazję. Darget, Baretty, Blondelot, Markiewicz, Jodko, Kotik, Ochorowicz i wielu innych współczesnych uczonych fotografowało te promieniowania i uzyskało cały szereg zdjęć w najściślejszych warunkach.

Jeżeli nawet staniemy na stanowisku krańcowo sceptycznym i wszystkie tego rodzaju szczegóły, odnotowane przez historię, uznamy za źle zaobserwowane lub wprost nieprawdziwe, to jednak badania nowoczesne gromadzą także mnóstwo faktów niewątpliwych, wobec których zamilknąć musi nawet najupartszy sceptycyzm.

Zjawiska te, na pozór bardzo różnorodne i pozbawione wzajemnego związku, obracają się jednak wszystkie wokół jednej zasadniczej idei. Ideą tą jest ciało niewidzialne, będące dla ciała fizycznego tym, czym para dla lokomotywy, benzyna dla samochodu, prąd elektryczny dla motoru lub telegrafu.

To ciało „eteryczne” znane było dokładnie kapłanom różnych wyznań, mędrcom i uczonym wszystkich czasów — z wyjątkiem, znowu, czasów najnowszych. Jednakże na Wschodzie zaczynają już o nim mówić ludzie nauki jako o czymś wprawdzie hipotetycznym, ale bardzo prawdopodobnym.

U nas, chociaż mieliśmy badacza tej miary co śp. dr Julian Ochorowicz, jego wnioski z najściślejszych badań i doświadczeń przebrzmiały niemal bez echa. Jeszcze w 1910 roku streścił je w następujących słowach:

„Zjawiska mediumiczne zmuszają nas do przyjęcia dwoistości organizmu, a mianowicie do uznania ciała eterycznego w ciele materialnym, z możliwością czasowego ich rozszczepiania się, przy czym pierwsze jest właściwą formą, która odlewa organizm, rosnący według pewnego planu i do pewnej tylko granicy… Jednocześnie równie ciemna, a jak się okazuje z ostatnich badań nieunikniona hipoteza pewnej «siły żywotnej», zyskuje w przejawach ciała eterycznego i potwierdzonego przez mediumizm magnetyzmu nową, bardziej dotykalną podstawę”.

W latach ostatnich do tej podstawy przybyły nowe cegiełki. Najnowsze badania nad rabdomancją prowadzą bowiem do wniosku, że nie tylko człowiek, ale i Ziemia — cały nasz glob, po którym stąpamy — posiada takie ciało eteryczne. Rzecz charakterystyczna, że idea ciała eterycznego znajduje dostęp do nauki ścisłej właśnie w czasie, gdy w tej samej nauce zaczyna się coraz mocniej chwiać hipoteza eteru międzyplanetarnego, do niedawna jeszcze panująca niepodzielnie.

Dr Charles Richet, profesor fizjologii na Uniwersytecie Paryskim, w swoim dziele „La suggestion mentale” pisze na stronie 255:

„Idzie o to, aby założyć naukę prawdziwą, a ta ma swoje reguły, swoje zasady. Precz zatem z teoriami, z frazesami pustymi, ze spekulacjami przedwczesnymi. Przed dojściem do wielkich praw ogólnych musi się badać fakty. Jest to wielka szkoda dla tej nauki, że spirytyści, teozofowie, magnetyzerzy i mistycy na takiej podstawie ciasnej i niepewnej nabudowali tyle pomysłów szalonych. Powstrzymujmy spokojnie nasz popęd do uogólniania i pozostawajmy na gruncie pozytywnym”.

Richet miał tu między innymi na myśli również ową ideę ciała eterycznego, dobrze znaną teozofom i magnetyzerom. Słowa powyższe pisał jednak w 1888 roku. Od tego czasu badania faktów, do których nawoływał, zgromadziły materiał tak obfity i tak dobrze stwierdzony, że można już z niego wysnuć pewne prawa ogólne.

Zgrupujmy teraz zjawiska, które otworzyły idei ciała eterycznego wstęp do nauki ścisłej. Najpoważniejszego ich szeregu dostarczył mediumizm, po nim mesmeryzm i somnambulizm. Ponadto biologia, fizjologia, patologia i psychologia natrafiają coraz częściej na zjawiska, których bez hipotezy ciała eterycznego nie da się dostatecznie wyjaśnić.

Już w 1889 roku, na kongresie psychofizjologicznym w Paryżu, F. H. Myers wypowiedział następujące słowa:

„Uważamy za pewne, że myśl jednej osoby może się przenosić na drugą bez pośrednictwa znanych narządów zmysłów”.

Ribot natomiast, w swoich studiach nad pamięcią świadomą, którą uważał „tylko za przypadek szczególny pamięci organicznej, biologicznej w ogóle”, doszedł w końcu do idei ciała eterycznego.

Jeżeli ciało eteryczne istnieje, musi posiadać także swoją nozografię, anatomię i fizjologię. Odpowiednich szczegółów dostarczyły badania zjawisk mediumicznych. Niektóre szczegóły anatomiczne i fizjologiczne zawdzięczamy mesmeryzmowi, a somnambulizm, gdy wreszcie stanowczo odłączymy go od hipnotyzmu, dostarczy nam szczegółów jeszcze ważniejszych.

Zjawiska mediumizmu są dziś już zbyt powszechnie znane i uznane, aby konieczne było przytaczanie ich źródeł. Poprzestanę więc na zestawieniu ich w taki sposób, aby same za siebie mówiły o nozografii ciała eterycznego.

Mamy przede wszystkim pukania. Jest to jeden z najstarszych i względnie najłatwiejszych objawów, ponieważ, jak wiadomo, może występować także bez obecności wybitnych mediów.

Cramford zbadał, że pukania takie odbywają się za pomocą prętów z materii plastycznej o średnicy od 0,3 do 7 cm, mniej lub bardziej zagęszczonych, posiadających twardość i wagę, sztywność oraz określoną wielkość. Pręty te wychodzą z ciała medium lub też tworzą się niejako „składkowo” z ciał uczestników seansu.

Materię tę, widzialną lub niewidzialną, tworzącą owe pręty, nauka nowoczesna nazywa „teleplazmą” lub „ektoplazmą” i zna już niektóre jej właściwości.

Teleplazma może wydobywać się z wnętrza ciała medium różnymi drogami: przez usta, uszy, tylną część karku lub ciemię, pępek albo otwory wydzielnicze, a także z rąk, nóg lub kręgosłupa. Tkaniny, zwłaszcza cienkie, nie przeszkadzają w wysuwaniu się teleplazmy, jeżeli przylegają do ciała. W większej od niego odległości nawet grubsze tkaniny stają się już poważną przeszkodą.

Wydobywając się z ciała, teleplazma jest rzadka i niewidzialna. Im dalej się wysuwa, tym bardziej można ją dostrzec i tym wyraźniej przybiera strukturę organiczną.

Cechą charakterystyczną teleplazmy jest jej plastyczność — niemal nieograniczona zdolność przybierania najróżniejszych postaci, stosownie do woli medium. Jest to po prostu tworzywo żyjące, ruchliwe, ustawicznie zmieniające swoje rozmiary, gęstość i wygląd.

W dotyku jest najczęściej zimne, śliskie i mokre, przypominając dotknięcie płaza. Rozciąga się jak wąż, kurczy się, pełza, ostrożnie bada teren, po którym się posuwa, a gdy tylko pojawia się niebezpieczeństwo — natychmiast się cofa.

A jakież to mogą być niebezpieczeństwa? Są liczne, a dla osób nieobeznanych z mediumizmem wprost dziwaczne.

Przede wszystkim — światło. Teleplazma nie ma oczu, ale odczuwa światło doskonale i troskliwie się przed nim chroni. Wysuwając się z ciała medium, szuka miejsc najciemniejszych, zwłaszcza na początku, zanim zdoła dostatecznie się zagęścić. Światło długofalowe jest mniej szkodliwe niż światło bliższe chemicznej części widma słonecznego, stąd też na seansach mediumicznych używa się oświetlenia czerwonego.

Dalszym niebezpieczeństwem są ludzie. Ruch ręką któregoś z obecnych, przecinający drogę pełzania teleplazmy, powoduje jej cofnięcie się, a jeżeli był zbyt nagły, może przerwać teleplazmę, co odbija się na medium w sposób bardzo poważny. Inne niebezpieczeństwa, jak przedmioty ostre, pewnego rodzaju związki chemiczne itp., są dotychczas zbyt mało potwierdzone naukowo, aby wyliczać je przy omawianiu mediumizmu.

Błędne byłoby przyjmowanie, że teleplazma jest ciałem eterycznym. Teleplazma jest ciałem fizycznym, żywym ciałem medium, wydobytym z wnętrza jego organizmu i wysuniętym poza jego obręb. Wszystkie badania prowadzone w tym kierunku dochodzą do jednego, zgodnego wyniku: medium traci tyle na ciężarze, ile waży wysunięta na zewnątrz teleplazma.

Wydzielając z siebie teleplazmę, medium po prostu „topnieje”, traci część swojego ciała fizycznego, a równocześnie traci część życia. U wielu mediów stwierdzono, że ich nogi wiotczały, traciły mięśnie i kości, a nawet znikały zupełnie.

Wysunięta na zewnątrz teleplazma może przybierać różne stopnie zagęszczenia i różne formy. Na tej jej właściwości polegają „materializacje”, czyli zjawy postaci ludzkich lub zwierzęcych. Już Crookes zauważył przed 40 laty tworzenie się zupełnych postaci ludzkich, nieraz wyższych od mediów, o innym wyglądzie i innej płci.

Zjawy powstawały na oczach uczestników seansu z białawej mgły, a zagęściwszy się w wyraźne postacie, chodziły wśród nich, oddychały, rozmawiały, ściskały ręce, a po chwili „rozwiewały się w nicość”. Innymi słowami, tworząca je materia wracała do ciała medium. Powrót teleplazmy do ciała odbywał się, w doświadczeniach Crawforda, wzdłuż nóg do żołądka.

Te cechy zachowania teleplazmy określają nam pewne właściwości ciała eterycznego. Jego zdolnością jest przede wszystkim utrzymywanie życia w organizmie fizycznym oraz nadawanie formy materii fizycznej. Ciało eteryczne nie jest zatem tylko parą lub benzyną w naszej maszynie, którą nazywamy ciałem fizycznym. Jest także naszym „rzeźbiarzem”, który nadaje ciału fizycznemu taką postać, jaką ono posiada.

U niektórych mediów zauważono objaw, niedokładnie jeszcze potwierdzony i zbadany, polegający na tym, że media te zupełnie zmieniały swoje ciało fizyczne. Nie wysuwały jego części na zewnątrz, lecz przegrupowywały materię swojego ciała fizycznego tak dalece, że po prostu stawały się na chwilę innymi osobami. Przybierały inne rysy twarzy, inną barwę włosów, inne ruchy i inny głos — zamieniały się w innych ludzi.

Dalszą właściwość ciała eterycznego zaobserwowano również podczas badań zjawisk mediumicznych. Za zezwoleniem swego medium Schrenck-Notzing odciął drobny fragment teleplazmy i badał go następnie pod mikroskopem. Okazało się, że jej struktura jest niewątpliwie organiczna. Zawiera bowiem komórki z jądrami, często podobne do białych ciałek krwi, a prócz tego twory podobne do błon, naskórka itp.

Z doświadczeń wiadomo również, że teleplazma posiada czucie, musi zatem zawierać w sobie odpowiedniki nerwów. Wrażeń czuciowych nie odbiera jednak sama teleplazma, lecz medium. Gdy podczas seansu ktoś nierozważnie dotknie stołu, który właśnie wznosi się w górę, medium — chociaż nie jest w żaden sposób zetknięte ze stołem — odczuwa owo dotknięcie jako ból.

Dotykanie teleplazmy przez kogokolwiek sprawia medium bolesne uczucie. Tak samo boli je, gdy na teleplazmę pada silne światło. Wynika z tego, że w teleplazmie istnieją twory działające podobnie jak nerwy w organizmie fizycznym. Wynika z tego również, że wrażenia wywierane na owe „nerwy teleplazmowe” przenoszą się na organizm medium, chociaż między medium a teleplazmą nie ma żadnej widzialnej łączności.

Łączność tę utrzymuje zatem jedynie ciało eteryczne. Jest to niejako objaw telepatyczny, przy którym teleplazma wysyła swoje wrażenia do medium, a mózg medium je odbiera.

Do licznych i dobrze zaobserwowanych zjawisk mediumicznych należą tak zwane „aporty”. Medium, nie ruszając się z miejsca, przynosi jakiś przedmiot z innego lokalu lub z innej miejscowości. Odległość przestrzenna nie odgrywa tu roli. Bez trudności medium przenosi także taki przedmiot przez ściany drewniane lub ceglane, przez zamknięte okna, nawet szczelnie zasłonięte dywanami. Podobnie wydobywa przedmioty ze skrzyń zamkniętych i opieczętowanych, nie uszkadzając ich ścian ani zamknięć.

Przy takich „aportach” dziać się ma to samo, co przy wysuwaniu teleplazmy. Wysuwając ją, medium rozpyla część swojego ciała na atomy, a następnie układa je poza obrębem swego organizmu w zamierzoną postać. Przenosząc przedmiot, medium podobnie rozpyla go na atomy, aby mogły przeniknąć przez mur lub drewno, a następnie ponownie zagęszcza je do pierwotnej formy przedmiotu.

Niejednokrotnie zauważano bardzo wysoką temperaturę świeżo aportowanego przedmiotu, co miałoby świadczyć o tym, że rzeczywiście nastąpiło tu skupienie atomów, uwalniające ciepło podczas zagęszczania.

Z drugiej strony niemal wszystkim uczestnikom seansów znane jest „soffio freddo”, czyli zimny powiew, zapowiadający zjawiska mediumiczne. Według przedstawianego wyjaśnienia nie jest to nic innego jak rozpylanie, czyli „dematerializowanie” cząstek ciał uczestników, aby z tych cząstek mógł utworzyć się na przykład pręt służący do pukania w stół lub podłogę, dźwigar podnoszący stół w powietrze albo wreszcie widzialna zjawa w postaci ludzkiej.

Pomiarami doświadczalnymi stwierdzono, że medium może pobrać około 6% materii z organizmów uczestników, niejako „pożyczając” ją sobie bez ich wiedzy i szkody.

Do bardzo pięknych zjawisk mediumicznych należą światełka różnej formy, wielkości i barwy. Występują jako roje drobnych iskierek, najczęściej niebieskawo-zielonych, jako płomyki i błędne ogniki, a także jako kule świetlne oraz fosforyzujące mgły. Ponadto ciała mediów podczas transu świecą nieraz wyraźnie w niektórych miejscach, na przykład w obrębie czaszki, za uszami, na łopatkach, przegubach rąk oraz w okolicy pępka.

Świadczy to o dalszej zdolności ciała eterycznego — wywoływaniu zjawisk świetlnych. Dodajmy do tego działanie chemiczne, zaobserwowane na przykład przez Ochorowicza we wpływie na klisze fotograficzne, a będziemy mieli już sporą wiązkę szczegółów nozograficznych.

Wspomnieć tu należy o jednym z objawów mediumicznych, równie stanowczo zaprzeczanym przez jednych badaczy, jak gorąco bronionym przez drugich. Już prof. Zöllner zaobserwował objaw tak zwanego „przenikania materii” i dla jego wyjaśnienia sięgnął nawet do głośnej w swoim czasie hipotezy „czwartego wymiaru”.

Na sznurach, których końce Zöllner trzymał w ręku lub przytwierdzał pieczęciami lakowymi do stołu, tworzyły się pod wpływem medium węzły, chociaż medium ich nie dotykało. Podobnie pierścienie, wykonane z jednego kawałka drewna i położone na stoliku o jednej nodze, przenikały przez deskę stołu i znajdowały się nawleczone na tę nogę bez pęknięcia czy jakiegokolwiek uszkodzenia.

Nie są to objawy bardziej niezwykłe od aportów lub teleplazmy, gdyż według tego wyjaśnienia polegają tak samo na rozpyleniu przedmiotu na atomy, a następnie ponownym złożeniu ich w pierwotną formę.

Oto szczegóły należące, według Richeta, do metapsychiki obiektywnej, a dotyczące właściwości ciała eterycznego, chociaż uznanie istnienia takiego ciała wciąż przychodzi nam z trudnością. Szczegóły te zawdzięczamy nowoczesnemu mediumizmowi, a znając je, zdołamy łatwiej zrozumieć zjawiska fakiryzmu.

Właściwości mediumiczne bywają najczęściej „wrodzone”, podobnie jak wrodzony może być talent do malarstwa lub akrobatyki. Wprawdzie wiele mówi się o tak zwanym „kształceniu” mediów i „rozwijaniu” ich wrodzonych zdolności, jednak takie kształcenie jest najczęściej wypaczaniem naturalnego rozwoju i prowadzeniem mediów do rozstroju nerwowego.

Fakiryzm natomiast polega na rzeczywistym kształceniu i rozwijaniu ciała eterycznego, bez względu na posiadanie lub brak wrodzonych uzdolnień. Fakir własną pracą, i to niezwykle wytrwałą, dochodzi do właściwości podobnych do tych, które media otrzymują niejako w darze przy swoim narodzeniu.

Objawy wywoływane przez fakirów są bardzo zbliżone do zjawisk mediumicznych, jednak fakirzy wywołują je świadomie, wiedząc, co zamierzają osiągnąć i jak mają to wykonać. Pukania, ruchy niedotykanych przedmiotów, lewitacje, zjawy, światełka, aporty, węzły na sznurach — wszystko to fakirzy mają potrafić wykonywać równie wyraźnie jak media, a ponadto powtarzać poszczególne zjawiska na żądanie, aby udowodnić ich rzeczywistość.

Fakirzy wykonują również eksperymenty, dotychczas niedostępne mediom europejskim, a blisko spokrewnione z uzdolnieniami mesmerycznymi. Potrafią na przykład dowolnie przyspieszać wzrost roślin, nawet do tego stopnia, że na wykiełkowanie rośliny z nasienia i rozwinięcie przez nią listków wystarcza kilkanaście minut.

Podróżnicy opowiadają ponadto o innej ich zdolności, objawiającej się czymś w rodzaju „fotografowania myśli”. Zjawisko to nie zostało jednak dotychczas stwierdzone z naukową ścisłością.

Podobnie niewystarczająco potwierdzona jest zdolność fakirów do zapadania w sen kataleptyczny tak długotrwały, że w czasie jego trwania ciało fakira grzebano w ziemi i siano nad nim zboże, a po zebraniu plonów odkopywano go i przywracano ponownie do życia. Zdolność ta, nawet jeżeli nie została udowodniona odpowiednio stwierdzonymi faktami, nie jest jednak — według autora — nieprawdopodobna. Chodzi tu bowiem jedynie o długość czasu, przez jaki ciało może pozostawać w letargu zależnym od woli człowieka.

Fakirzy różnią się od mediów tym, że swoje zdolności kształcą świadomie i celowo. Wiedzą zatem nie tylko, co chcą uzyskać, lecz posiadają również teoretyczną znajomość praw, które mają rządzić zjawiskami przez nich wywoływanymi.

Wobec tego fakirzy muszą posługiwać się określonymi metodami, szczegółowo opracowanymi na podstawie znajomości tych praw. Istnieją rzeczywiście takie metody, na przykład hatha joga, przekazywane od dawna tradycją ustną i pisaną, a z biegiem wieków nieraz przekształcane i wypaczane. Pomimo swoich ułomności nadal świadczą one o gruntownej znajomości tego, co obecnie nazywamy ciałem eterycznym.

W metodach tych uwzględnione były i są dotychczas także te zjawiska, które dziś zaliczamy do telepatii, hipnotyzmu, mesmeryzmu i somnambulizmu. Fakirzy leczą chorych i przywracają władzę paralitykom w ten sam sposób, w jaki czynią to mesmeryści, i dobrze znają prawa takiego oddziaływania. Jednak charakterystyczna tajemniczość, jaką się osłaniają, powstrzymuje ich od wyjaśniania, a w ogóle od wyjawiania komukolwiek obcemu wiedzy, którą sami posiadają. Przy tym cały zasób ich wiedzy jest jedynie drobnym okruchem tego, co wiedzą ich nauczyciele i mistrzowie, kryjący się w głębi świątyń i szkół tajemnych wszystkich stuleci.

Z tych powodów, a może również z powodu pewnego lekceważenia, z jakim traktujemy różne „wiedze tajemne”, my tutaj, w Europie, musimy powoli i żmudnie odkrywać na nowo to, co tam znane jest już od dawna. Był to także jeden z powodów, dla których mesmeryzm, początkowo wydrwiwany, a później wielbiony bez miary, spotkał się w końcu z niemal całkowitym unicestwieniem, pochłonięty przez odkryty na nowo hipnotyzm.

Dziś na szczęście następuje już na całej linii odwrót od zapału do wyjaśniania wszystkiego hipnotyzmem. Mesmeryzm, nazwany dla odmiany „biomagnetyzmem”, zyskał już prawo istnienia na Zachodzie Europy. Można zatem mieć nadzieję, że zyska je również i u nas. Podobnie zaczynamy poważnie brać pod uwagę „Od” Reichenbacha, przechrzczony dziś na promienie „N” lub „eflorescencję”.

Istnienie Odu potwierdził zresztą już w 1903 roku dr August Charpentier, lekarz i profesor fizjologii, a później dr Ludwik Graetz w swoim dziele „Neue physische Strahlungserscheinungen”.

Być może niedaleka jest już przyszłość, w której dojdziemy do stwierdzenia, że mesmeryzm i Od są po prostu dalszymi właściwościami ciała eterycznego. Nauka stwierdziła już nie setkami, lecz tysiącami doświadczeń, że z ciała ludzkiego stale promieniuje świecąca mgła. Prof. D’Arsonval, dr med. Aigner (1921), dr Karetty, Darget, Jaire, Kotik, Jodko-Narkiewicz i inni fotografowali te promieniowania i studiowali prawa ich występowania. Doświadczenia, które za Charcotem i Durville’em powtórzył Richet, dołączyły do tego nową wiązankę szczegółów.

We wspomnianym już dziele „La suggestion mentale” Richet streszcza wyniki swoich badań nad usypianiem chorych na odległość, nad rozpoznawaniem chorób przez somnambulików itp. i dochodzi do wniosku:

„Pewne własności materii żywej czy martwej, rozumnej czy bezmyślnej, niedostępne naszym zmysłom normalnym, w pewnych warunkach bywają dostępne pewnym osobom. Równa się to twierdzeniu, że osoby te posiadają pewien zmysł, nam brakujący, o którym wprawdzie nie wiemy, ale istnienie jego stwierdziliśmy wystarczająco”.

Badania nowsze posługują się, oprócz zeznań ludzi obdarzonych tym zmysłem, także przyrządami fizycznymi, służącymi do stwierdzenia prawdziwości tych zeznań.

Dr Naum Kotik w Moskwie streścił w 1910 roku wyniki swoich badań w książce „Emanacja energii psychofizycznej”. Wynikało z nich, że:

„Myślenie idzie w parze z wydzielaniem szczególnej energii psychofizycznej. Ta energia ma własności psychiczne i fizyczne, jest zatem energią psychofizyczną”.

„Dzięki własnościom fizycznym energia ta płynie swobodnie z mózgu do kończyn i na odwrót, zbiera się zaś w kończynach i na powierzchni ciała. Z trudnością przenika przez powietrze, jeszcze trudniej przez przeszkody z materii stałej, natomiast płynie łatwo, na przykład po drucie metalowym. Źródłem i ujściem tej energii jest prawdopodobnie podświadomość”.

Dziś możemy już uważać za stwierdzone z całą ścisłością naukową następujące szczegóły.

Ciało fizyczne człowieka pokrywa ze wszystkich stron warstewka szarawej mgły, widoczna wprawdzie nie dla wszystkich ludzi, ale stwierdzona przyrządami. Grubość tej warstewki sięga od kilku milimetrów do kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu centymetrów. Najsilniej promieniują ręce, głowa i pierś, jednak nie u wszystkich ludzi w jednakowym stopniu. Stan zdrowia i napięcie woli wpływają na jasność oraz wielkość tych promieniowań.

Magnetyzerzy promieniują najsilniej. Promienie te mogą być nie tylko widzialne, ale także wyczuwalne, jak gdyby były subtelnymi włoskami lub pajęczyną. Nawiasem dodam, że niemal wszystkie media widzą w transie te promienie dokładnie oraz odczuwają je ze wzmożoną wrażliwością, dzieląc je na miłe i przykre.

Gdy magnetyzer wykonuje nad chorym ruchy rękami, czyli tak zwane „głaski magnetyczne”, prowadzi ręce zwykle z góry w dół, wzdłuż tułowia, rąk lub nóg. W tych samych kierunkach biegną nerwy w ciele ludzkim. Głaski wykonywane w kierunku przeciwnym są przykre i używa się ich tylko wyjątkowo. Ta zgodność zabiegów magnetycznych z kierunkiem przebiegu nerwów ma świadczyć o tym, że odbywa się tutaj działanie właśnie na układ nerwowy.

Pod wpływem głasków promieniowania ciała zyskują na żywości i świetności — zdrowie wraca. Gdy działanie magnetyczne trwa dalej, może nastąpić zjawisko ciekawe, widoczne dla mediów, a stwierdzone doświadczalnie przez de Rochasa, Durville’a i innych jako „l’extériorisation de la sensibilité”, czyli uzewnętrznienie wrażliwości.

Media opisują je jako wydobywanie się z ciała fizycznego coraz to nowych warstw świecącej mgły, które układają się równolegle do siebie w pewnych odstępach. Później warstwy te oddzielają się całkowicie od ciała i łączą obok niego w mglistą postać, podobną zupełnie do postaci fizycznej.

Wyniki doświadczeń wskazywały, że właśnie w tych miejscach, w których media widziały świecące warstwy, uzewnętrzniała się wrażliwość nerwowa organizmu magnetyzowanego. Czucie dotyku lub oparzenia przenosiło się z powierzchni skóry w przestrzeń znajdującą się kilka centymetrów ponad nią.

Mamy tu zatem ten sam objaw, jaki obserwowano u mediów, które odczuwają ból, gdy ktoś dotknie stołu mającego się właśnie poruszyć.

Ze zjawisk somnambulizmu znany jest fakt, że niektórzy ludzie uśpieni snem magnetycznym widzą nie oczami, lecz rękami lub żołądkiem. Przytacza to między innymi Lombroso ze swojej praktyki lekarskiej w książce „Ricerche sui fenomeni ipnotici e spiritistici”, pisząc o dziewczynie, której oczy traciły zdolność widzenia, natomiast chora zaczynała widzieć uchem… Później smak „wędrował” do kolana, a powonienie umiejscawiało się w palcach stopy.

Jeżeli zatem można widzieć nie okiem, lecz inną częścią organizmu, i jeżeli można czuć nie powierzchnią skóry, lecz przestrzenią znajdującą się ponad nią, to nasuwa się prosty wniosek, że wrażenia odbierają nie same narządy fizyczne, lecz coś, co może przemieszczać się z miejsca na miejsce po ciele, a nawet wychodzić poza jego obręb.

Zjawiska tak zwanego „raportu magnetycznego” wskazują nawet, że można widzieć nie swoimi, lecz czyimiś oczami albo czuć nie swoją skórą, lecz skórą innego człowieka. Uśpiony w pewnym stadium odbiera wszystkie wrażenia zmysłowe magnetyzera: słyszy jego uchem, smakuje jego językiem, czuje jego dotykiem, a więc całą swoją wrażliwość przenosi niejako na organizm magnetyzera.

Dość łatwo można również umieścić wrażliwość w szklance wody, chusteczce do nosa lub we własnej fotografii. Zjawiska tego rodzaju znane są równie dobrze magnetyzerom, jak badaczom somnambulizmu. Potwierdzają one znowu to samo, na co wskazywał już mediumizm: czucie zmysłowe nie jest przywiązane do ciała fizycznego ani do jego narządów, lecz może się przemieszczać, a nawet wychodzić poza obręb organizmu fizycznego.

Czynnikiem mieszczącym w sobie wrażliwość na bodźce zewnętrzne nie jest zatem organizm fizyczny, lecz ciało eteryczne. Ono także jest czynnikiem podtrzymującym życie w organizmie fizycznym i ono wreszcie nadaje temu organizmowi postać, kształt oraz formę.

Siły, jakie posiada ciało eteryczne, mogą objawiać się na zewnątrz jako energia życiowa, światło, ciepło, działanie chemiczne, a wreszcie jako ruch mechaniczny. Ponadto należałoby przypisać temu ciału pewne energie natury elektrycznej, objawiające się przyciąganiem i odpychaniem, gdy próbujemy wyjaśnić lewitację nie stołu, lecz ciała medium, względnie unoszenie się człowieka w powietrzu podczas ekstazy.

Ciało eteryczne nie jest widzialne w zwykłych warunkach. Niektórzy ludzie mogą jednak widzieć jego promieniowania — te właśnie, które Reichenbach nazwał „odem”, a Blondlot „promieniami N”. Media i somnambulicy widują natomiast całe ciało eteryczne i opisują je jako zabarwione w lewej połowie czerwonawo, a w prawej niebiesko. Ponadto dostrzegają w nim miejsca jaśniejsze, znajdujące się w pobliżu splotów nerwowych, jak na przykład splotu słonecznego, sercowego, gardlanego, przysadki mózgowej itd.

Chociaż ciało eteryczne jest niewidzialne, nie jest jednak czymś niematerialnym. Jedynie normalna wrażliwość ludzkiego oka jest zbyt mała, aby dostrzegać je w warunkach niekorzystnych, to znaczy obok silnych wrażeń świetlnych wywoływanych przez przedmioty materialne oświetlone światłem słonecznym lub sztucznym.

W zupełnej ciemności promieniowania ciała eterycznego stają się łatwiejsze do zauważenia. Ponadto wielu ludzi widuje na cmentarzach lub pobojowiskach tumany szarawo świecącej mgły, nieraz podobne do niewyraźnych postaci ludzkich albo do materializujących się zjaw mediumicznych w ich początkowych stadiach. Natura tych zjawisk miałaby być zatem podobna.

Z drobnych ułamków, jakie przedostały się do nas z dawnej „wiedzy tajemnej” kapłanów indyjskich, egipskich i chaldejskich, można się dowiedzieć, że ciało eteryczne ludzi zmarłych rzeczywiście unosi się przez kilka dni nad ich zwłokami, zanim ulegnie rozkładowi. Potwierdzeniem tego miałby być fakt, że podobne świecące mgły pojawiają się tylko nad świeżymi grobami.

Inny szczegół przekazywany przez tę „wiedzę tajemną” znalazł, według autora, niedawno potwierdzenie w doświadczeniach.

Już Plutarch pisał o niejakim Thespezjuszu, który spadłszy ze znacznej wysokości, przez trzy dni leżał jak martwy. Później jednak powrócił do życia i opowiadał o swoich wrażeniach z owego letargu. Otóż czuł, że nie przebywał wówczas na ziemi, chociaż pozostawał z nią związany czymś przypominającym taśmę lub ciemny promień.

Prof. Crawford stwierdził doświadczalnie, że palce ręki eterycznej, czyli według niego „teleplastycznej”, po wysunięciu się z ręki fizycznej pozostają z nią połączone rodzajem niewidzialnej pępowiny. Tę eteryczną pępowinę widują media również u ciał eterycznych wysuniętych na zewnątrz. Ona właśnie może być dla nich źródłem niebezpieczeństwa, ponieważ jako niewidzialna i stosunkowo cienka może łatwo ulec zgnieceniu lub przerwaniu przez osobę nieostrożną.

Profesor Henry Durville, sekretarz „Société magnétique de France”, pisząc o wysuniętym na zewnątrz ciele eterycznym, podaje, że:

„Łączy je z medium pasmo eteryczne grubości palca. Pasmo to jest początkowo bardzo wrażliwe na dotknięcia, niezwykle elastyczne i rozciągliwe. Naciąganie go lub dotykanie jest dla medium bolesne. Później zmniejsza się ta wrażliwość, ale nie znika nigdy całkowicie”.

Istnienie tej pępowiny ma ponadto wyjaśniać zjawiska tak zwanej „reperkusji”, rzadkie wprawdzie, ale według badaczy niewątpliwie obserwowane. Już w wiekach ubiegłych panowało przekonanie, że jakikolwiek zamach na eteryczną zjawę człowieka żywego oddziałuje także na jego ciało fizyczne.

Niektóre zbyt pochopne „zdemaskowania” mediów miały polegać właśnie na nieznajomości tego związku.

Oto na przykład ktoś podejrzliwy podczas materializacji mediumicznej obsypuje zjawę miałkim węglem albo oblewa ją atramentem, a następnie ten sam węgiel lub atrament znajduje się na odzieży medium. Na pozór jest to niezbity dowód oszustwa.

Tymczasem medium znajdowało się za kotarą, kilka metrów od zjawy. Według przedstawianego wyjaśnienia łączyła je jednak z nią owa pępowina eteryczna i właśnie po niej węgiel lub atrament miał przenieść się na ciało medium.

Crawford posługiwał się nawet w swoich doświadczeniach barwnikami, którymi obsypywał ciało medium, aby barwnik wskazywał mu drogę, po której teleplazma wysuwa się z ciała.

Aby zamknąć ten szereg szczegółów, wspomnę jeszcze o jednym. U niektórych mediów obserwowano niezwykłą odporność na działanie ognia. Na przykład Slade wkładał swoją głowę, pokrytą bujną czupryną, do kominka pełnego ognia albo nabierał na dłonie garść żarzących się węgli i obnosił je wśród uczestników seansu.

Byłoby to potwierdzeniem opowieści o fakirach tańczących wśród płomieni i chodzących boso po rozpalonych głowniach. Fakty zaobserwowane u Slade’a uznano jednak później za niebyłe. Dopiero w czasach najnowszych, podczas doświadczeń z Tomczykówną, okazało się, że jej promieniowania mediumiczne, czyli „eflorescencje”, odpychają płomień. Wynikałoby z tego, że ciało eteryczne może nadać teleplazmie właściwości ogniotrwałe, mimo że jej budowa pozostaje natury organicznej.

Zdolności twórcze ciała eterycznego są zatem niemal nieograniczone. Materię fizyczną, poza nadawaniem jej dowolnego kształtu, ciało to może rozpylać aż do zupełnej niewidzialności, a następnie zagęszczać. I to nie tylko do twardości ciała fizycznego z kośćmi, mięśniami, skórą i paznokciami, lecz także do twardości młota uderzającego w podłogę, żelaznego dźwigara podnoszącego stół z kilkoma siedzącymi na nim osobami, a nawet do twardości i ogniotrwałości wypalonej gliny lub grafitu.

Może zatem nie tak dalekie od prawdy, jak nam się wydaje, są twierdzenia wspomnianej już „wiedzy tajemnej”, przypisujące ciału eterycznemu właściwie tylko jedną zasadniczą zdolność — zdolność wprawiania materii fizycznej w drgania o dowolnym stopniu szybkości.

Drgania najpowolniejsze byłyby ruchem, szybsze — dźwiękiem, jeszcze szybsze — promieniowaniem, dalej światłem, a wreszcie oddziaływaniem chemicznym. Mielibyśmy tu zatem wyjaśnienie wszystkich zjawisk mediumicznych, mesmerycznych i somnambulicznych: ruchów przedmiotów, pukań, klaskania, syczenia, gwizdów i dzwonienia, następnie światełek i mglistych zjaw, a wreszcie aportów oraz wpływów chemicznych.

Nawet dla promieni katodowych i rentgenowskich znalazłoby się tutaj miejsce, ponieważ — jak wiadomo — media mają widzieć wnętrze własnych i cudzych organizmów, zaglądać do wnętrza zamkniętych skrzynek oraz odczytywać zapieczętowane listy.

Hipoteza ciała eterycznego, nawet gdyby na razie pozostała jedynie hipotezą naukową, niewystarczająco jeszcze popartą doświadczeniem, ma zatem jedną ważną zaletę: pozwala w sposób stosunkowo niewymuszony wyjaśnić tak zwane zjawiska mało zbadane.

Jak słusznie zauważył Ochorowicz, zjawiska mesmeryzmu, czyli magnetyzmu żywotnego, można wyjaśnić dopiero wtedy, gdy uznamy istnienie ciała eterycznego. Jeżeli ciała tego nie przyjmujemy, nie pozostaje nam nic innego, jak tłumaczyć magnetyzm sugestią i hipnotyzmem. Tak czynił dotychczas ogół — ale tym samym przeczył faktom.

Wiadomo na przykład, że magnetyzowanie zmienia smak wody, a nawet jej wygląd. Wiadomo również, że za pomocą sugestii można wywołać złudzenie, jakoby woda zmieniła się w ocet lub kawę. Mówi jednak łacińska sentencja: „Si duo faciunt idem, non est idem” — gdy dwaj robią to samo, to nie jest to samo.

Człowiek zahipnotyzowany uwierzy, że ma w szklance ocet, jeżeli spośród kilku szklanek wody wskaże mu się jedną i wmówi, że właśnie ona zawiera ocet. Jednak szklankę wody magnetyzowanej można ukryć wśród tuzina innych, niemagnetyzowanych. Można nawet nie zdradzić ani słowem, że wśród nich znajduje się jedna inna, a mimo to każdy człowiek wrażliwy na magnetyzm odszuka tę magnetyzowaną, rozpozna ją po wyglądzie i smaku oraz wskaże z nieomylną pewnością. Powie nawet, którą ręką była magnetyzowana.

Zmiana, jaką magnetyzowanie wywołuje w wodzie, jest tego samego rodzaju co zmiana wywołana zabiegami magnetyzera w organizmie chorego. Można przyjąć, że magnetyzer udziela szklance wody lub organizmowi człowieka jakiegoś nieważkiego fluidu, na przykład teleplazmy. Można jednak pójść o krok dalej i, zgodnie z ową osławioną „wiedzą tajemną”, uznać, że magnetyzer zmienia jedynie szybkość drgań atomów tworzących wodę albo organizm chorego.

Ta „wiedza tajemna” posiada bowiem swoją filozofię i twierdzi, że nie istnieje materia bez ruchu ani ruch bez materii, a zatem siła i materia są jednym i tym samym.

Gustaw Le Bon w książce „L’évolution de la matière” dochodzi zresztą do podobnego wniosku:

„Siła i materia są dwiema różnymi formami jednej i tej samej rzeczy. Materia przedstawia formę ustaloną energii intraatomowej, a ciepło, światło, elektryczność etc. są formami niestałymi tejże materii”.

Jak głęboko filozoficzna jest ta teza, nie czas tutaj rozważać. Zastosowanie jej do zjawisk magnetycznych, rozumianych jako zmiana szybkości drgań, daje jednak wyjaśnienie niezwykle logiczne.

Co bowiem nazywamy „wodą”? Jest to coś, co działa na nasz dotyk, wzrok i smak, a więc oddziałuje na nas poprzez drgania określonej szybkości. Gdy zabarwimy wodę na przykład na czerwono, będzie wysyłała drgania świetlne o innej niż wcześniej szybkości i będzie inaczej oddziaływała na nasz wzrok. Gdy ją zakwasimy, zmieni smak, lecz nie wygląd — będzie zatem inaczej działała na zmysł smaku.

Dodając barwnik lub kwas, dodajemy wodzie pewną energię, której wcześniej nie posiadała. To samo czyni magnetyzer: dodaje nowej energii wodzie lub organizmowi chorego.

Gdybyśmy chcieli pozostać przy pierwszej hipotezie i przyjąć, że magnetyzer udziela choremu pewnego rodzaju teleplazmy, byłoby to wyjaśnienie bardzo wygodne, ale pozostawałoby w sprzeczności ze zjawiskami mediumizmu.

Cały szereg doświadczeń nad teleplazmą doprowadził jej badaczy do jednego wniosku, który można streścić następująco: teleplazma wydobyta z wnętrza organizmu fizycznego musi do niego wrócić w całości, jeżeli organizm nie ma ucierpieć.

Tylko w bardzo wyjątkowych przypadkach media zezwalały na odcięcie i zabranie niewielkiego fragmentu teleplazmy do późniejszych badań. Były to zawsze ilości bardzo drobne, odpowiadające najwyżej kilku kroplom krwi.

Magnetyzer-lekarz natomiast miewa często po kilkudziesięciu chorych dziennie. Gdyby każdemu z nich oddawał jakąkolwiek ilość własnej teleplazmy, po tygodniu zostałby z niego tylko szkielet.

To zatem, czego magnetyzer udziela chorym, nie jest jego materią organiczną, lecz jego energią. Jeżeli chcemy ją nazwać, nazwijmy ją energią żywotną lub „siłą żywotną”. Jej uznania domagał się, jak wiadomo, Ochorowicz, a uznawał ją już Paracelsus, nie mówiąc o czasach jeszcze dawniejszych.

Udzielając choremu świeżej siły żywotnej, magnetyzer czyni właśnie to, czego domaga się medycyna nowoczesna — pomaga naturze.

Magnetyzer, aby krótko określić jego zdolności, jest człowiekiem, który rozporządza większym niż inni ludzie zapasem siły żywotnej. Siła ta jest energią ciała eterycznego, magnetyzer posiada zatem, mówiąc obrazowo, ciało eteryczne „lepszego gatunku”.

W jaki sposób je ulepszył, nie należy obecnie do naszego tematu. Wystarczy wspomnieć, że rozwój ciała eterycznego zależy nie tyle od wrodzonych zdolności czy budowy organizmu fizycznego, ile raczej od poziomu etycznego człowieka.

Może się to wydawać nielogiczne i pozbawione związku przyczynowego. Wiadomo jednak, że magnetyzer chory może przenieść na innych swoją chorobę, a magnetyzer przygnębiony lub rozdrażniony udziela chorym również własnych nastrojów.

Oto dalszy szereg szczegółów, jakie do nozografii ciała eterycznego dorzucają zjawiska mesmeryzmu, czyli biomagnetyzmu. Ciało eteryczne, chociaż niewidzialne i nieważkie, można kształcić, można rozwijać, można wzmagać jego sprawność i energię. Wówczas nadmiar tej energii promieniuje na zewnątrz z całej powierzchni organizmu fizycznego jako światło, dostrzegalne nawet wzrokiem fizycznym.

Jakąkolwiek hipotezą wyjaśniamy światło — korpuskularną, falową czy elektromagnetyczną — każdą z nich możemy zastosować do zjawisk biomagnetycznych z równym powodzeniem. Jeżeli ponadto uznamy, że nie ma materii bez energii, że zatem siła jest materią, a materia siłą, te trzy hipotezy stopią się razem w jedną, potwierdzoną wyczerpująco zjawiskami ciała eterycznego.

Ribot we Francji, a Ochorowicz w Polsce, doszli niezależnie od siebie do podobnego wniosku, że w ciele eterycznym mieścić się musi pamięć, gdyż tylko taki wniosek może wyjaśnić zjawiska tak zwanej pamięci biologicznej, zjawiska dziedziczności, a w dalszej linii nawet działanie tak zwanego prawa biogenetycznego.

Przypadek, a może głębsze przyczyny sprawiły, że to samo mówią o ciele eterycznym fakirzy. Potwierdzać zdają się to również zjawiska transu mediumicznego, po którym żaden szczegół nie pozostaje w pamięci medium. Zakres tej pracy nie pozwala na szersze rozpatrzenie tej sprawy. Jednak, jak w innych badaniach naukowych, tak i tutaj to, co wczoraj było tylko przypuszczeniem, jutro może stać się pewnikiem potwierdzonym doświadczalnie.

Takim przypuszczeniem, nawet bardzo śmiałym, było u nas do niedawna samo istnienie ciała eterycznego. Co więcej, przypuszczenie to było wielce niesympatyczne i źle widziane. Dlaczego? Ponieważ o ciele tym dużo i głośno mówiły różne „wiedze tajemne”, zarówno poważne, jak i samozwańcze.

Zważmy jednak, że jeszcze przed półwiekiem mediumizm należał również do „wiedzy tajemnej”, a dziś najpoważniejsi uczeni badają go ściśle i wszechstronnie. Za czasów Ptolemeusza system heliocentryczny znany był tylko adeptom ówczesnej wiedzy tajemnej, a jednak od czasów Kopernika przeszedł do wiedzy oficjalnej. Podobnie dzieje się z innymi dziedzinami wiedzy dotychczas tajemnej. Coraz to nowe jej obszary przechodzą do dorobku nauki ścisłej, poddawane wszechstronnym badaniom.

Podobnie rozwiewa się mgła tajemniczości otaczająca do niedawna ciało eteryczne. Nie widzimy go wprawdzie, ale wiemy, że istnieje, ponieważ je badamy i poznajemy jego objawy działające na zmysły oraz na przyrządy naukowe.

Dzięki pomiarom, ważeniom, fotografowaniu, rejestrowaniu i innym badaniom wykonywanym za pomocą przyrządów fizycznych strona nozograficzna ciała eterycznego została już opracowana dość wyczerpująco.

Do zbadania anatomii i fizjologii ciała eterycznego nie wystarczą jednak same przyrządy fizyczne. Dziedziny te należą już do fizjologii i psychologii — aby nie używać słowa „metafizyka”.

Droga jest już w każdym razie otwarta. Ciało eteryczne przeszło z mglistej tajemniczości magii i zabobonów do dziedziny wiedzy ścisłej — przynajmniej na Zachodzie Europy.

Jeżeli powyższy szkic przyczyni się choćby w niewielkiej części do wprowadzenia idei ciała eterycznego do pojęć naukowych również u nas, cel mojej pracy zostanie w pełni osiągnięty.